poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Mizon

Ostatnie tygodnie przepełnione zmianami, nowymi postanowieniami sprawiły, że rozpoczynam swoją przygodę z testowaniem nowych produktów. Stara kosmetyczka przepełniona tymi samymi markami od lat strasznie ogranicza. Metodą małych kroków znalazłam kosmetyki marki Mizon. Zainteresowana nieznanym produktem o dosyć prostym eleganckim opakowaniu postanowiłam skusić się na początek na maseczki do twarzy. Po zimie każda z nas szuka odświeżenia, rozjaśnienia odrobiny wiosennego blasku. Makijaż to nie wszystko więc należy sięgnąć po produkty aktywnie działające na naszą skórę.


Marka Mizon powstała w 2000 roku, te koreańskie kosmetyki cechują się innowacją oraz nowoczesnymi technologiami. Na ich stronie internetowej przeczytałam, że posiadają 16 patentów w dziedzinie produkcji kosmetyków. Mizon tworzy receptury, które są łagodne nawet dla wrażliwej skóry. To co wyróżnia tą markę to - że kosmetyki zawierają niespotykane oraz nietradycyjne składniki. Coraz bardziej już popularny ekstrakt ze śluzu ślimaka regeneruje, spowalnia procesy starzenia się skóry, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych i ujędrnia. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt skóry. Znalazłam go właśnie w produktach Mizon, dodatkowo szereg ekstraktów roślinnych, których celem jest przede wszystkim spowalniać procesy starzenia, nawilżać, eliminować wolne rodniki czy poprawiać kolorytu i napięcie skóry. Znalazłam ekstrakt z zielonej herbaty, aloesu czy papai. W ofercie marki Mizon znaleźć można słynne maseczki w płachcie, którą testowałam. Ale również kremy do twarzy, toniki, olejki do demakijażu i mycia skóry, serum czy kremy BB. Tym razem postawiłam na cytrynową kurację rozjaśniająco- wybielającą. Pierwsza z maseczek w płachcie ma za zadanie rozjaśniać cerę, dodać blasku i wzmocnić skórę. Jest w bawełnianym, dosyć grubym płachcie. Podczas wyciągania z opakowania czułam, że jest dobrze nasączona i nie obawiałam się rozerwania podczas otwierania maski. Co do stopnia dopasowania otworów na oczy czy usta  jest standardowy, w moim przypadku zawsze mam za małe otwory na oczy. Natomiast miejsce na nos jest odrobinę większe w porównaniu do tymi ze skin79. Produkt rzeczywiście znacznie rozjaśnił moją skórę, miałam również uczycie nawilżenia i blasku. Nie jest to maska, który ma działanie rozgrzewające czy chłodzące, więc w czasie który miałam ją na twarzy nie przeżyłam dodatkowych przyjemności. Cały efekt jest po a efekty w stopniu zadowalającym. Myślę, że następnym razem zamówię kilka sztuk żeby sprawdzić jak działa przy systematycznym stosowaniu.


Kolejna sztuka to skoncentrowany cytrynowy odżywczy zestaw o dosyć nietypowym sposobie aplikacji. Po wymieszaniu dwóch saszetek maseczki można nanieść ją ręcznikiem na twarz lub zanurzyć na kilka sekund twarz w misce z maseczką. Ja wybrałam drugą bardziej efektowną metodę. Po wymieszaniu produkty bardzo mocno się pienią,wręcz buzują wchodząc w reakcję podczas zanurzenia twarzy czułam jak gdyby produkt automatycznie wchłaniał się w skórę. Po połączeniu składników - maskę można porównać do wody gazowanej z dodatkiem sody oczyszczonej i soku z cytryny. Samo spektakularne nakładanie jest niczym w porównaniu do efektów natychmiastowych po. Perfekcyjnie zmatowiona, wygładzona, delikatnie wybielona i ściągnięta skóra - dostałam więcej niż oczekiwałam za około 15zł. Produkt jest zachwycający, na pewno zamówię kolejne sztuki.
Podsumowując dwie maski marki Mizon, cytrynowa kuracja nr.2 oczarowała mnie swoją konsystencją, sposobem aplikacji a przede wszystkim natychmiastowymi efektami. Otrzymałam od marki Mizon wszystko co producent zagwarantował, dodatkowo wysoką jakość produktów a w składzie skoncentrowane ekstrakty roślinne, przeznaczone są również do skóry delikatnej skłonnej do alergii.





piątek, 14 kwietnia 2017

Co mnie motywuje?

W tak okropną pogodę, poszukuje silnej motywacji do pracy! Brak pomysłów na realizację swoich planów sprawia,  że z dnia na dzień stan się pogarsza. Okazuje się, że najgorsza jest niemoc. Nie brak czegoś materialnego tylko brak chęci do działania.
W ostatnim tygodniu miałam okazję uczestniczyć w szkoleniu motywacyjnym, co prawda realizacja w zakresie najczystszej teorii, która zazwyczaj nie jest motywująca. Tym razem wyciągam wnioski.



Nie jestem w tym sama ( to stwierdzenie samo w sobie jest motywujące, przecież nie lubimy być w czymś sami...)  według badań ponad połowa ludzi czerpie motywacje ze wzorców. Świadome działanie w którym przed publicznością stawia się jednostkę, która osiąga sukcesy bez znaczenia na jakim podłożu. Widownia widząc  ''człowieka sukcesu'' zadaje sobie pytanie, a Ja? przecież też potrafię! Minusem tego wpływu jest fakt, że w momencie gdy wzór znika z pola widzenia, motywacja przyjmuję tendencje spadkową. Motywować możemy się również sami - wewnętrznie. Poprzez realizowanie siebie swoich wewnętrznych pragnień sprawiających nam radość, nazywana samorealizacją. Jeśli to nie wystarcza a bardzo często tak jest, następuje proces motywowania zewnętrznego, który jest po prostu nagrodą za wykonane zadania. Najprostszym przykładem jest praca i co miesięczne wynagrodzenie. Sama zaczęłam stosować metodę ' kija i marchewki ' Wyznaczam jasno ukierunkowany cel dokładnie umiejscowiony w czasie z określoną nagrodą za realizację.



Czy pomaga? Termin mojego eksperymentu jeszcze się nie zakończył ale czuję jego działanie codziennie. Skupiam się, na myśleniu o wyznaczonych zadaniach, rozplanowuję je, czuję presję czasu przez co krok po kroku realizuję je. Co do nagrody, to nie musi być wielka rzecz, na mojej liście są sprawy które i tak zrealizowałbym bez okazji lecz, gdy stają się nagrodą odczuwam słuszność dokonanego zakupu a przedmioty którymi się otaczam posiadają małą historię. Nowy zegarek, kolejny kubek do kompletu, kolejna szminka, para butów czy kawa w ulubionej kawiarni to wszystko może stać się nagrodą za wykonane zadania.
Muzyka oficjalnie  uznawana za motywację wewnętrzną, sprawia nam radość. Jednocześnie motywuje do działania i nagradza. Samo działanie muzyki na mózg człowieka jest fascynujący, tutaj znajdziecie cały artykuł w focus na ten temat. Od jakiegoś czasu delikatnie zdaję sobie sprawę z obecnej melomani. Obecnie nie znajdziecie wielu informacji na ten temat, ale jest to zjawisko coraz bardziej obecne i powszechne polegające na umiłowaniu muzyki. Na koniec fragment z artykułu powyżej oraz to czego słucham w tym tygodniu. miłego dnia.






"JESTEŚ TYM, CZEGO SŁUCHASZ
Brzmi to trochę jak kiepski horoskop, ale podstawy ma jak najbardziej naukowe. Od niedawna jesteśmy w stanie powiedzieć, jakimi cechami charakteryzują się fani poszczególnych gatunków muzyki. Wszystko dzięki Adrianowi Northowi i jego współpracownikom z Heriot-Watt University w Edynburgu. Przebadali oni 36 tys. osób i aż 104 gatunki muzyczne.
Ustalili, że:
Fani ROCKA I HEAVY METALU – są łagodni, kreatywni, mają niską samoocenę i skłonności do lenistwa
Fani BLUESA – mają wysoką samoocenę, są kreatywni, łagodni i spokojni
Fani JAZZU – mają wysokie poczucie własnej wartości, są kreatywni i swobodni
FANI MUZYKI KLASYCZNEJ – kreatywni introwertycy z wysoką samooceną
Fani HIP-HOPU – mają wysoką samoocenę
Fani COUNTRY – są pracowici, nieśmiali i konwencjonalni
FANI OPERY – są kreatywni, bardzo delikatni i mają wysoką samoocenę
Fani POPU - pracowici i konwencjonalni
Fani DANCE – są kreatywni i niedelikatni
Fani SOULU – są kreatywni, łagodni i spokojni
Fani REGGAE – leniwi, towarzyscy, łagodni, spokojni i wysoko się cenią ."

Źródło:http://www.focus.pl/czlowiek/masaz-mozgu-czyli-jak-dziala-na-nas-muzyka-10859?strona=1







sobota, 8 kwietnia 2017

Zachwyt bielą




Na czym polega fenomen białego koloru od lat nieustępującego miejsca, mawiają że czerwień jest dla odważnych dla kogo zatem jest biel ? Przez lata jej unikałam uważając za zbyt wymagającą zarówno w trakcie noszenia jak i dbałości o jej utrzymanie, moja opinia wciąż jest niezmienna jednak zwiększyłam dozę tolerancji. Doceniłam i upajam się pozytywami bieli, teraz rozumiem co ma na myśli mama mówiąc przez lata, że w bieli wygląda się nie tylko świeżo ale i schludnie. Ostatnio poszukiwania zaprowadziły mnie w progi królestwa zwanego ZARA  to właśnie tam odnalazłam krainę bieli, w której nieskazitelność ujęła mnie niewyobrażalnie. Początek brzmi trochę jak bajka - to nic innego jak biała rzeczywistość. Nowa kolekcja białych i kanarkowo -żółtych bluzek hiszpanek w drugiej odsłonie, już w zeszłym roku urzekały wszelkiego rodzaju falbany, które nieustannie pozostają na sklepowych wieszakach czarując. Biel zawsze modna połączona w tym przypadku z doskonałym wykończeniem i przecudnie układającym się materiałem nieco sztywnym ale jednocześnie doskonale dopasowującym się do ciała jest tym czego szukałam i wymagam .





   Wiele razy przekonałam się, że warto inwestować w dobrze przemyślaną garderobę a kupowanie pod wpływem impulsu jest zgubne nie warunkując zadowolenia na przyszłość. Marząc o ogromnej garderobie a mając do użytku zawsze za małą szafę muszę myśleć przyszłościowo i zadbać o to by znalazły się w niej tylko takie rzeczy, po które sięgając nie będę miała wątpliwości, że uszyte są konkretnie na mnie. Poszukiwania związane z zakupami ubrań muszą kończyć się znaleziskiem - idealnym a to co zakładam na siebie, czego szukam w modzie musi  dawać poczucie komfortu i sprawiać, że czuję się nie tylko wygodnie ale i atrakcyjnie. Teoretycznie to co ubieram powinno być wygodne ale zbyt często spoglądamy na rozmiar czy aby na pewno jest -  jak najmniejszy. Miłościwie królująca mania "maleńkości" prowadzi nas na szafot. Nie mam problemu by przymierzyć coś w większym rozmiarze zwykle zabieram ze sobą rzecz w swoim i większym by porównać co leży lepiej, czasami przypuszczenia okazują się słuszne wielokrotnie wybieram coś co nie krępuje ruchów, wolę unikać zbyt dopasowanych rzeczy mając nadzieję, że po pierwszym praniu się rozciągną, oszukiwać się, że się rozchodzi. Jestem na tyle świadoma swojego ciała i zadowolona ze swojej wagi by nie musieć się okłamywać i oszczędzić sobie niezadowolenia  .






piątek, 7 kwietnia 2017

Trendy 2017 - DIY buty.



 Trendy tego sezonu albo się pokocha albo znienawidzi. Można też nie ulegać im i być sobą z jedną wiosenną 'wisieńką' nowości. Ja właśnie tak robię, większość ubrań, które mam w swojej szafie wciąż wpasowują się w trendy tego sezonu wystarczy dodać im kilka nowych elementów.
Lato 2016 to początki klapek z futerkiem, wówczas myślałam, że zostałam zasypana tym trendem, który szybko przeminie i nie szczególnie przypadł mi do gustu. W tym sezonie zostałam obdarowana czymś gorszym, trendy Brzydkich butów. Tak oto klapki z futerkiem okazały się nie takie złe, całkiem wygodne, stylowo wyglądające. Dobrze się złożyło, że mam w ostatnich tygodniach twórczą potrzebę rozwoju zrobiłam więc sama swoje klapki z najwygodniejszych pod słońcem okropnych starych bazarkowych czarnych klapeczek. W pasmanterii kupiłam czarne futerko i do działania.
 Za metr zapłaciłam 19 zł. Powierzchnię do, której przyklejam futerko odtłuściłam, następnie klejem na gorąco umocowałam  kawałki futerka, przycięłam odstające części i gotowe;)




Kolejnym typem buta na który stawiam w tym sezonie a również nie podobały mi się do końca w zeszłym. Baleriny ze wstążkami, oryginalne od Miu Miu pewnie zainteresowały by mnie. Natomiast na dziś zadowolę się swoim projektem.
Zastanawiałam się nad zakupem, tych z sieciówek czy stron internetowych, które proponują podobne buty lecz w ostateczności zrobiłam swoją wersję bardzo uproszczoną. Znalazłam najprostsze baleriny z wypustką z tyłu i dokupiłam wstążkę. Możecie również spróbować wkleić wstążkę od wewnętrznej strony buta.






wtorek, 4 kwietnia 2017

Marzec - ulubieńcy.

Od jakiegoś czasu zabieram się do rozpoczęcia serii ulubieńców,  z różnych powodów to nie następowało.Wraz z nadejściem ciepłych dni, poczułam dużą motywację do realizacji swoich planów. Oto kilka kosmetyków, które kupiłam w marcu i zachwyciły mnie. Produkt nr. 1 poleciła mi przyjaciółka, po zimie miałam ogromny problem z przesuszoną skórą dłoni pomimo stosowania produktów nawilżających. Kupiłam więc Palmer's! 


Co do właściwości produktu - bardzo szybko się wchłania, tym samym nawilża suchą skórę, jest na bazie masła kakaowego dzięki temu nadaje skórze ładny koloryt, zawiera również petrolatum który zapobiega przeznaskórkowemu odparowywaniu wody.  Ma także zdolność pochłaniania promieni UV więc idealnie sprawdzi się latem. Za opakowanie 60g. zapłaciłam ok. 15 zł.

Punkt nr.2 to nowość od firmy L'oreal, krem koloryzujący dostępny obecnie w wielu modnych w tym sezonie pastelach, czerwieni czy nawet w pomarańczu. Jestem pozytywnie zaskoczona tym produktem, nigdy nie farbowałam włosów a mój naturalny kolor to ciemny brąz. Założyłam, że produkt nie zadziała na moich włosach i efekt będzie mało widoczny. Myliłam się, bardzo dobra nieinwazyjna koloryzacja, idealne rozwiązanie na wakacje.



Co do kultowego podkładu z Catrice nie dodam z pewnością niczego więcej, co już zostało o nim powiedziane. Cudowny produkt, jest niewidoczny na mojej skórze, bardzo wytrzymały, wydajny, nie doszukałam się minusów...
Od czasu wprowadzenia na rynek tangle teezer nie używałam innej szczotki. Idealne rozczesywanie włosów łatwa do utrzymania w czystości, poręczna, nie pomyślałam, że mogę zamienić ją na inny model. Do czasu gdy w moje ręce wpadła szczotka firmy For your beauty, zakupiona w rossmann za ok. 30zł. Przeznaczona do długich i gęstych włosów, ułatwia rozczesywanie i nadaje im jedwabisty połysk.




Na koniec odkrycie z Inglota, cudowny brokatowy cień do oczu, znajdziecie szeroką paletę kolorów. Dokonując wyboru swojego miałam ogromny problem, każdy z nich jest niesamowity. Pigmentacja jest świetna, delikatnie się osypują, natomiast trwałość i charakter jaki nadają zwykłemu makijażowi jest niepowtarzalny. Link do cieni. Przy zakupach warto dobrać duraline, który ułatwi nakładanie produktu, utrwali oraz podkreśli kolor cieni. 


czwartek, 30 marca 2017

Modo Terapia - recenzja.

Przez ostatnie kilka miesięcy, zaczęłam kupować i czytać wiele różnych poradników. Poszukując nowych inspiracji natrafiłam na modo terapie. Przez lata zmagam się z ilością ubrań w mojej szafie. Raz mam ich za dużo raz za mało, stawiam na podstawy albo na wyszukane, dziwne formy.
Wciąż poszukuję złotego środka z naciskiem na wygodę i opanowanie co do ilości. Kupując tą pozycję przeczytałam dopisek ''czyli po co ci tyle ubrań''. Pomyślałam więc biorę, to coś dla mnie, to coś do czego dążę.
...
Przeczytałam. Na tym się skończyło.
...


Niestety nie dowiedziałam się niczego nowego, samo wydanie czy fotografie zawarte wewnątrz są bardzo ładne, jest to typowo kobiecy poradnik. Sama treść to zbiór dobrze znanych faktów, dostępnych na każdym portalu z poradami dla pań. Przeżyłam straszne rozczarowanie! Liczyłam na hit lecz po 255 stronach poczułam tylko rozczarowanie. Zresztą cena nie należy do najniższych, więc zastanawiam się za co zapłaciłam? Wydawało mi się, że treść w książkach odgrywa ważną rolę, Myślałam...
Dla kogo więc jest Modo-Terapia?
Myślę, że dla kogoś kto urodził się wczoraj, dosłownie. Kto nie odnalazł nigdy siebie, nie wie, że to on powinien dobrze czuć się w tym co nosi, co robi, jak się zachowuje. Również o tym, że nasz styl kształtowany jest przez nasze korzenie i to co przeżyliśmy . Dla kogoś kto zupełnie nie dba o siebie i nie wie jak się odnaleźć w to czwartkowe pochmurne popołudnie. Będzie to wówczas idealny zbiór pierwszych porad i sposób na zabicie czasu przy kubku herbaty



niedziela, 12 lutego 2017

Valentine's Day.

Coroczne święto ''zakochanych'' dzień, który można kochać bo to przecież święto zakochanych lub nienawidzić. Nie chodzi tutaj o bycie singlem czy nie. Walentynki to jedno z tych świąt, które ma ochotę przeczekać i nie widzieć tego co dzieje się z ludźmi tego dnia. Czekoladki, biżuteria, bielizna, kwiaty to tylko kilka hitów tego dnia!!! To totalna obsesja, zamroczenie, którego nie potrafię zrozumieć. Wszystko mogło by być normalne, gdyby nie papież Galeziusz i V wiek. Od tego czasu powoli zaczęto wdrażać manię dnia zakochanych. Powierzchowne traktowanie historii sprawia, iż mimo tego, że dostrzegamy jak bardzo stało się to komercjalne święto. Wolimy zrzucić winę na ostatnie miejsce, skąd ten zwyczaj tylko promieniował na naszą kulturę.
 Nie wypieraj się, to ty ulegasz wpływom i kupisz czerwona różę czy czekoladki.
To ty założysz dziś czerwoną sukienkę a na twoich ustach zagości czerwona szminka. Do tego wszystkiego znajdziecie się w restauracji zamknięci z tłumem ludzi, którzy postąpili tak jak wy.
Do czego to zmierza, myślę że już brakuje magii i nie jest to coś co chcesz zrealizować tylko to do czego zmusza cie presja społeczeństwa. Zapewniam jest tyle chwil, które są bardziej wyjątkowe o wiele bardziej zbliżają niż ten dzień przy kolacji. Ten dzień 14 lutego to pusty dzień, cykliczny, tylko z pozoru coś znaczący.




czwartek, 26 stycznia 2017

Zimowe sporty

                             

Co prawda nie mogę nazwać się bardzo dobrym narciarzem, ponieważ moją przygodę dopiero zaczynam. Po godzinach spędzonych na stoku mam pewne doświadczenie w tej dyscyplinie.
Dobrze wiem jak to jest kiedy stajesz na szczycie i czujesz ogromny strach, który bywa najgorszym doradcą. Stromizna przed - szybkość którą mogę nabrać podczas jazdy, inni narciarze na których muszę uważać czy sama kontrola nad jadącymi nartami na moich nogach, wydaje się być nie możliwa do opanowania. Natomiast, nie to jest najbardziej przerażające, dopiero widok maluchów dzielnie zjeżdżający z samej góry w momencie, gdy ja borykam się z własnymi słabościami z własnym strachem. To sprawia, że mam ochotę walczyć, spróbować i ruszyć!                           Powtarzam sobie Dasz rade!
Wówczas skupiona ruszam, przypominając sobie wszystkie wskazówki dotyczące poprawnej jazdy.
Dzięki wielu próbom, godzinami spędzonymi na stoku nabieram coraz więcej odwagi, wprawy i wiary w siebie.
Sport do niedawna był formą relaksu, dbałością o sylwetkę czy przymusem, lecz od momentu gdy założyłam narty to zabawa, radość i ogromna satysfakcja z siebie.






Myślałam, że nie mogę jeździć póki nie będę miała w 100% profesjonalnego sprzętu.
Narty, buty, kijki, kask czy gogle to nie wszystko specjalne narciarskie skarpetki bielizna termoaktywna, spodnie narciarskie, kurtka. Brzmi niepozornie, to przecież minimum lecz zakup tych wszystkich elementów z najwyższych półek w jednym sezon jest trudny.
Postanowiłam nie zwracać uwagi na najnowsze trendy i zaopatrzyć się tylko w niezbędne elementy i ruszyłam. Okazuje się, że w kasku z średniej półki da się jeździć i dodatkowo spełnia wszystkie swoje zadania! Skarpetki upolowane podczas zakupów w supermarkecie też się spisały. Co więcej większość zapalonych narciarzy amatorów czerpie ogromną radość ze sportów zimowych nie posiadając najlepszych produktów. Modę na stoku można nazwać pojęciem względnym. Liczy się głównie wygoda i funkcjonalność ubrań. Nikt nie przejmuje się że ma zielone spodnie i czerwoną kurtkę a jego kask jest zwyczajny czarny. Panuje zupełna dowolność i własna inwencja. Narciarze skupieni są  na własnej przyjemności z jazdy czy podziwianiu widoków. Oczywiście wyjątki, się zdarzają...





środa, 18 stycznia 2017

Bielenda - makeup academie, baza perłowa.

W najbardziej depresyjnym dniu w roku uznałam, że moja skóra to totalne nieporozumienie. Brak jej blasku, młodości, świeżości i nawilżenia! Postanowiłam natychmiast to zmienić, mimo iż zmiany nie przychodzą od razu, działanie rozpoczynam natychmiast. Z pośród kilku produktów na prowadzenie wyłoniła się baza z firmy Bielenda, w której zakochałam się od pierwszego użycia. Produkt polskiej marki zaliczam do najlepszego zakupu tego tygodnia.
Baza bardzo dobrze się rozprowadza na skórze, nie pozostawia lepkiej konsystencji. Po nałożeniu miałam wrażenie natychmiastowo nawilżonej i promiennej skóry. Gdyby nie zaczerwienienia na mojej twarzy pozostawiłabym tylko na bazie. Będzie to mój idealny produkt latem, gdy potrzebuję nawilżenia lub dodatkowego rozświetlenia bez zbędnego makijażu.




Obecnie używam produktu nakładając pod makeup i jest naprawdę wspaniały, podkład idealnie łączy się z bazą mam dodatkowo wrażenie, że formuła najcięższych podkładów jakie mam staje się bardzo znośna. Co do trwałości makijażu miałam go 9 godzin i wszystko zostało na swoim miejscu rozświetlacz czy bronzer po tym czasie tylko lekko się świeciłam w strefie T.



                 


Pomimo niskiego wydatku rzędu kilkudziesięciu złotych formuła jest wyjątkowa po względem użytkowym ale również wizualnym. Warto zwrócić uwagę, iż kosmetyki firmy bielenda mają ekskluzywne opakowania swoich produktów. To również jeden z powodów dla którego zwróciłam uwagę na ten produkt. Naprawdę godny polecenia produkt, jakość jest z wyższej półki. Zachęcam do zakupu jeśli jeszcze jej nie macie. Miłego dnia.

wtorek, 17 stycznia 2017

zbytki...

                 

                               Muzyka 2560x1600 074 Record, Vinyl                       


Pieszczotliwie nazwałam je małymi radościami ale tak naprawdę są to tylko przedmioty w większości bez praktycznego znaczenia jednak myśl o nich sprawia mi niezrozumiałą radość.
W każdym roku lista powiększa się o jeden lub dwa i z niewiadomych względów nigdy nie zostaje zapomniana. Nie poddaję się byle zachcianką i selekcjonuje każdy nowy punkt jednak wewnętrzne dziecko dochodzi do głosu i kończy się to zwykle - chcę i basta. Tak, z pełną świadomością przedmioty o których tu mowa są większości ludziom zupełnie nie potrzebne do istnienia ale widać mnie na ich posiadaniu zależy przez lata i nie stają się mglistym wspomnieniem tylko bardzo wyraźnymi obrazami.
Niektóre z nich są już w moim posiadaniu inne mam nadzieję zdobyć prędzej czy później jednak nigdy nie zaprzestanę marzyć. Przedmioty o których mowa to taki mój osobisty Graal niczym tajemniczy przedmiot dla filmowej postaci Indiany Jones.


                                         Znalezione obrazy dla zapytania harfa


Magiczny świat dźwięków kojarzy mi się nieodzownie z boskimi dźwiękami harfy na której przypuszczalnie nigdy  nie zagram chodź w mieszkaniu czy domu nie mam na nią miejsca to na szczęście w sferze marzeń jest go nieograniczona przestrzeń dlatego też jest moim numerem jeden zbytków którymi najchętniej bym się otaczała.
Jak większość kobiet lubię się przeglądać w lustrze ale sama tafla lustra to za mało...wolnostojące lustro w stylu retro to zbytek numer dwa na mej liście ale zadowoliłabym się ogromnym lustrem opartym - nie mocowanym na ścianie w ogromnej ramie - zażarcie wierze, że ten punkt zrealizuje niebawem a do kompletu znajdę miejsce na zwyczajny piękny w swej prostocie manekin krawiecki .


                              Obraz znaleziony dla: manekin


                               Znalezione obrazy dla zapytania lustro wolnostojące


Żeliwny imbryczek jest na wyciągnięcie ręki, ale wraz z innymi przedmiotami oczekuje w długiej kolejce do realizacji. Sfera marzeń a może lista przedmiotów których chce być posiadaczką czy wtedy moja pogoń za "szczęściem " osiągnie kres? ...szczerze wątpię. Kolejnym niepotrzebnym przedmiotem jest błyskotka - dama kameliowa która marzy mi się od lat, natomiast wbrew pozorom nie jest ją łatwo zdobyć, marze o srebrno perłowej ale musi być koniecznie broszką taka kobieca zachcianka ;)


                             Znalezione obrazy dla zapytania wyciskarka do cytrusów    

                             Znalezione obrazy dla zapytania żeliwny imbryk


Moją listę zamykają dość nietypowe przedmioty gdyż od bardzo dawna pragnęłam być szczęśliwą właścicielką tzw. piersiówki małe eleganckie cudeńko nadające się doskonale na zimowe eskapady będące ratunkiem dla zziębniętych gardeł a jej zawartość stała się lekarstwem w czasie zimowych wypadów w góry. Teraz zastanawiam się czy ten zbytek nie okazał się koniecznością ponieważ czasem herbaciany czar to za mało.                                                                                                        
Klepsydra jest ze mną od bardzo dawna a jej właścicielką stałam się w niezbyt przyjemnych okolicznościach, ale gdyby nie one nigdy nie pozwoliłabym sobie na ten wręcz magiczny odmierzacz czasu.  Zegar jest sam w sobie wspaniały, idealne 60 minut pozwala mi na złudne poczucie
''władania ''czasem co wprawia mnie w przedziwne poczucie szczęścia i radości, którego nie wszyscy mają szczęście zaznać. Magiczny złocisty piasek przesypuje się w tam i z powrotem jednak nic nie spowolni biegnących chwil.                                                                                






                            

     

    



wtorek, 10 stycznia 2017

Zdrowe przekąski - jakie owoce jeść zimą?

Nowy rok to czas, w którym stawiam sobie nowe cele wyzwania i uparcie dążę do realizacji.
Powtarzającym założeniem jest zdrowsze odżywianie by zrzucić zbędne kilogramy, jeszcze przed pierwszym przebiśniegiem. Mimo tego, że na co dzień nie pozwalam sobie na obiadanie się słodyczami lub innymi produktami zawierającymi puste cali, oczywiście zdarza mi się coś czasami zjeść. Natomiast z początkiem roku jestem jeszcze bardziej surowa wobec siebie niż zwykle i starannie kontroluje każdy posiłek. Sprawdzonym sposobem na zdrowe jedzenie bez uczucia głodu są dosyć częste, małe porcie a dodatkowo przygotowywane samodzielnie. Dlaczego to takie ważne? Częste i małe ilości to dobrze znana zasada lecz dlaczego samodzielnie przygotowywane posiłki? A kto lepiej wie na co masz ochotę jak nie ty? Ile razy było tak, że miałaś ochotę na kostkę czekolady ale tak bardzo starałaś się zjeść coś z mniejszą ilością cal. Lecz to nie pomagało i w efekcie zjadłaś coś na co nie miałaś ochoty i kostkę czekolady również...
Inną prawdą jest to, że poprzez przygotowanie potraw w dodatku z dbałością o wygląd posiłku najadasz się patrząc. To takie troszkę oszukiwanie ale nie okradnie organizmu z wartości odżywczych.


Zima to trudny czas dla miłośników świeżych owoców takich jak ja. Asortyment jest ubogi, bądź smak nie spełnia moich wymagań. Są jednak takie produkty, które możemy wykorzystać do zimowych zdrowych słodkości. Myśląc o zimowych klasykach nasuwa się pomarańcza, mandarynka, jabłka czy ogólnodostępne i często używane kiwi i banan. Otóż tylko jeden z wymienionych owoców możecie jeść zimą - jabłko. Owoce cytrusowe min. ochładzają organizm a tego podczas mroźnych dni nie potrzebujemy. Kiwi ma zbliżone właściwości do cytrusów a ponadto zawiera aktynidynę, która u osób uczulonych na ten związek może wywołać wysypkę, ból gardła, duszności, a w skrajnym przypadku zapaść. Na koniec ulubiony owoc dzieci banany zawierające dużą ilość przyswajalnej fruktozy, czyli zastrzykiem krwi przez co produkuje się w naszym organizmie więcej insuliny, wówczas nasz organizm domaga się kolejnego zastrzyku. Długotrwałe spożywanie zimą, gdy mamy mniej ruchu może powodować nadwagę.
Co zatem jeść?
Gruszki!!!
Przybyła do Europy ze starożytnej Persji i początkowo przyjęła się jedynie na południu: w Grecji i Rzymie. Na zachód Starego Kontynentu dotarła dopiero w XVII i XVIII w. Ten popularny owoc polskich ogrodów i sadów uprawiany jest w znacznie mniejszej ilości niż jabłka, ponieważ nie sprzyja mu nasz klimat – grusza jest rośliną ciepłolubną. Warto jednak korzystać z zasobów, które posiadamy, ponieważ gruszki oferują bogactwo substancji odżywczych. Przede wszystkim zawierają całą gamę składników mineralnych, takich jak potas, fosfor, magnez, wapń, żelazo, miedź, bor czy jod. Stanowią również bogate źródło witamin: A, B1, B2, B6, C i PP.  Gruszki mają również właściwości przeciwgorączkowe, dlatego mogą się przysłużyć w leczeniu przeziębień czy łagodzeniu objawów grypy.





                          

Ja proponuję wersję z odrobiną gorzkiej czekolady i bakaliami. Mam złe doświadczenie z owocami pokrytymi w całości czekoladą, więc postanowiłam na częściowe pokrycie.
Gruszki po umyciu przekroiłam na dwie części i wykroiłam niejadalne części. Następnie rozpuściłam gorzką czekoladę i polałam wcześniej przygotowane owoce. Ostatnim krokiem, jest udekorowanie bakaliami wybierzcie te, które lubicie najbardziej. W moim przypadku padło na kokos i rodzynki, dodatkowo jedna porcja takiego deseru ma ok. 150. Cóż któż by się nie skusił?  Smacznego.