Miesiąc kwiecień, to czas w, którym można skorzystać z promocji kosmetycznych, w ten też sposób nabyłam kilka nowych produktów rozświetlających. Moja miłość ostatnich dni to Skin kiss od Revolution, wybrałam kolor peach kiss, ponieważ najlepiej pasuje do mojej karnacji i jest bardzo wakacyjny. Zaczynając od cudownego opakowania, które mnie urzekło w kolorze rose gold, z bardzo dużym lusterkiem, po sam produkt o bardzo dobrej konsystencji, z którą można wdzięcznie pracować. Produkt w kamieniu nie jest o kredowej ani mokrej konsystencji, bardzo dobrze stapia się ze skórą dając efekt zdrowego połysku z dodatkiem brzoskwiniowego koloru na policzkach. Podobny efekt proponuje marka AA z kolekcji Wings natomiast w tym przypadku, efekt jest o wiele bardziej matowy. Z tej serii mam zarówno róż jak i bronzer, produkty te mają bardzo silną pigmentację. Bardzo łatwo więc o nałożenie zbyt dużej ilości produktu. Jeśli chodzi o trwałość to jest bardzo typowa do produktów z średniej półki. Natomiast w połączeniu z opalona skórą latem będą idealnym praktycznie niewidocznym dodatkiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiecień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiecień. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 kwietnia 2018
Brzoskwiniowy efekt na policzkach, jak uzyskać?
Każda zmiana niesie za sobą coś nowego, wiosna wprowadza nowe trendy na wielu płaszczyznach. Odświeża naszą garderobę, wprowadzając lekkie materiały o jasnych barwach. Zmusza do większej aktywności fizycznej, wprowadza w naszą dietę więcej warzyw czy motywuje do picia większej ilości wody. Moimi inspiracjami na sezon letni są naturalne materiały takie jak wiklina czy len, ale również naturalny makijaż. Bardzo się cieszę, że kryjący trend makijażowy wraz z matem na ustach znikają. Był to trend zakrywania naturalnego piękna. Na ich miejsce w mojej kosmetyczce trafia delikatny rozświetlający podkład, który wkrótce zostanie zastąpiony kremem BB oraz produkty, które nadają świeżości oraz blasku. Nigdy nie byłam fanką silnego konturowania twarzy, więc teraz nie będzie mi tego też brakować natomiast zawsze używałam rozświetlaczy, teraz z dodatkiem róży goszczą na mojej twarzy częściej.
Etykiety:
Highliters,
kosmetyki,
kwiecień,
lato,
makeup,
mamrmur,
Mary Lou Manizer,
recenzja,
revolution,
rose gold,
summer,
twarz,
ulubieńcy,
uroda,
white
Lokalizacja:
Chorzów, Polska
poniedziałek, 8 maja 2017
Kwiecień ulubieńcy.
Kwiecień, zastanawiam się kiedy ten miesiąc minął i ile się działo. Ulubieńcy stają się chwilą co miesięcznej refleksji. Chwilą na wspomnienie, zaplanowanie kolejnego miesiąca oraz możliwością docenienia tego co już zrobiłam. Dosyć dużo eksperymentowałam z kosmetykami i popadałam w drobne uzależnienia kofeinowe. Zaczynamy!
Gąbeczki blend it, o zakupie myślałam już bardzo dawno. Czytałam i oglądałam różne opinie na ten temat, w końcu udało mi się złożyć większe zamówienie i miałam okazję używać tej gąbki do makijażu. Co mnie zachwyciło to to że jest bardzo bardzo miękka a po namoczeniu strasznie rośnie. Tak jej wielkość chyba najbardziej mnie zaskoczyła, jest niesamowita. Nie dostrzegam natomiast innych różnic pomiędzy ta gąbeczką a tą z real techniques. Zakochałam się również we wzorach, nie są to zwykłe kolorowe gąbki! Mają prześliczny marmurowy wzór w 3 wariacjach; czarno-biała, brzoskowiniowo-biała oraz mój typ szaro-biały.
Kwiecień był miesiącem typowo makijażowym, czy to przez wysyp promocji w drogeriach bądź potrzeba eksperymentu na wiosnę? Strasznie polubiłam bronzery i rozświetlacze. Między innymi kupiłam tą paletkę z Wibo do konturowana. To co jest zaskakujące to pigmentacja produktu, podczas pierwszego użycia nałożyłam stanowczo za dużo. Rada; uważajcie podczas nakładania, bardzo szybko można przesadzić. Pierwszy kolor nie do końca jest moim odcieniem, natomiast nr.2 rozświetlacz jest wspaniały, pięknie prezentuje się po nałożeniu ma ciepły odcień złota i używam go bardzo często. Ostatni kolor 3 sama nie wiem czym jest, może różem złamanym brązem. Na zdjęciu odcień wygląda całkowicie inaczej niż w rzeczywistości nie zmienia to faktu, że używam go najmniej. Oprócz wspaniałej pigmentacji produkt jest bardzo wytrzymały, utrzymuje się na twarzy cały dzień, zestaw ten nie ma delikatnie kremową konsystencje z czego wynika duża trwałość oraz brak osypywania się.
O mojej fascynacji do apaszek wspominałam już w poprzednim poście, tutaj też się pojawiają, ponieważ najczęściej towarzyszyła mi w tym miesiącu, chroniąc mnie przed strasznie zmienną kwietniową pogodą. Stałam się również szczęśliwą posiadaczką sławnego i niezastąpionego kleju do rzęs. Nie jestem pewna czy to nowy produkt na liście Rossmanna, gdyż wcześniej nie potrafiłam go tam znaleść, teraz mam kupiłam bez problemu stacjonarnie. Makijażowy kwiecień to nie tylko zachwyt rozświetlaczami czy bronzerami ale również trendem, którym są perełki doklejane w okolicach oczu. Naprawdę dają one bardzo nietypowy efekt i dopełniają nawet codzienny niezobowiązujący makijaż.
W kwietniu wypiłam również bardzo dużo kawy i słuchałam więcej niż zwykle muzyki, poniżej kilka propozycji do przesłuchania;
1. LP - When We're High
2. The Chainsmokers & Coldplay - Something Just Like This
3. The Chainsmokers - Inside Out (Audio) ft. Charlee
4. Chayenne - Nobody Like U
Gąbeczki blend it, o zakupie myślałam już bardzo dawno. Czytałam i oglądałam różne opinie na ten temat, w końcu udało mi się złożyć większe zamówienie i miałam okazję używać tej gąbki do makijażu. Co mnie zachwyciło to to że jest bardzo bardzo miękka a po namoczeniu strasznie rośnie. Tak jej wielkość chyba najbardziej mnie zaskoczyła, jest niesamowita. Nie dostrzegam natomiast innych różnic pomiędzy ta gąbeczką a tą z real techniques. Zakochałam się również we wzorach, nie są to zwykłe kolorowe gąbki! Mają prześliczny marmurowy wzór w 3 wariacjach; czarno-biała, brzoskowiniowo-biała oraz mój typ szaro-biały.
Kwiecień był miesiącem typowo makijażowym, czy to przez wysyp promocji w drogeriach bądź potrzeba eksperymentu na wiosnę? Strasznie polubiłam bronzery i rozświetlacze. Między innymi kupiłam tą paletkę z Wibo do konturowana. To co jest zaskakujące to pigmentacja produktu, podczas pierwszego użycia nałożyłam stanowczo za dużo. Rada; uważajcie podczas nakładania, bardzo szybko można przesadzić. Pierwszy kolor nie do końca jest moim odcieniem, natomiast nr.2 rozświetlacz jest wspaniały, pięknie prezentuje się po nałożeniu ma ciepły odcień złota i używam go bardzo często. Ostatni kolor 3 sama nie wiem czym jest, może różem złamanym brązem. Na zdjęciu odcień wygląda całkowicie inaczej niż w rzeczywistości nie zmienia to faktu, że używam go najmniej. Oprócz wspaniałej pigmentacji produkt jest bardzo wytrzymały, utrzymuje się na twarzy cały dzień, zestaw ten nie ma delikatnie kremową konsystencje z czego wynika duża trwałość oraz brak osypywania się.
W kwietniu wypiłam również bardzo dużo kawy i słuchałam więcej niż zwykle muzyki, poniżej kilka propozycji do przesłuchania;
1. LP - When We're High
2. The Chainsmokers & Coldplay - Something Just Like This
3. The Chainsmokers - Inside Out (Audio) ft. Charlee
4. Chayenne - Nobody Like U
piątek, 5 maja 2017
Dodatki na lato 2017.
Jednym z niezbędnych dodatków, są kolczyki XXL. Wielkie koła, imitacje kwiatów czy owoce - największe znaczenie w tym trendzie jest wielkość. Wszystko co ogromne, zwisające jest hitem. Jeden akcent biżuterii ma dominować eliminując pozostałe i nadawać charakteru całości. Trochę sceptycznie podchodzę do gigantycznych motywów zwierzęcych czy roślinnych. Jednak koła to coś co kupię na pewno. W sezonie jesień zima nosiłam już kółka w mniejszym wydaniu, wyglądały interesująco. Ciekawym rozwiązaniem jest noszenie różniej wielkości kolczyków, to nadaje wyrazu i smaku stylizacji.

Zara 59,99 Zara 59.90

H&M 39,90 Bershka 29,90
Apaszka łamane przez szalik ukochana część moich stylizacji idealne dopełnienie. Gigantyczne szale w sezonie zimowym to totalny niezbędnik jednak wiosna była dla mnie zawsze problematyczna.
Z całego serca nie znoszę cieniutkich szalików kolorowych wiosennych zwiewnych i kiczowatych. Niestety są wszędzie to taki prosty i okropny zamiennik tego perfekcyjnego ogromnego zimowego szala. Buntuję się i nie noszę ich, ten sezon jest dla mnie odkryciem, błogosławieństwem. Uwielbiam wszelkiego rodzaju małe apaszki, bandany wszystko co dosyć ciasno wiązane na szyi jest hitem!

Becksöndergaard 64,00
Kapelusze. Kolejna miłość, hit sezonu letniego, niezbędnik. Każdego sezonu podoba mi się coś innego. Duże plażowe kapelusze, małe miejskie, słomkowe czy łączenia materiałów. Na rynku jest ich naprawdę dużo na rynku.Zauważyłam, że bardzo popularne są te zrobione z łączonych materiałów. Sama kupiłam w tym sezonie już taki i nie mogę się doczekać kiedy będzie w ciągłym użyciu.
H&M 39,90
H&M 49,90
Zara 89,90
Lokalizacja:
Polska
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Mizon
Ostatnie tygodnie przepełnione zmianami, nowymi postanowieniami sprawiły, że rozpoczynam swoją przygodę z testowaniem nowych produktów. Stara kosmetyczka przepełniona tymi samymi markami od lat strasznie ogranicza. Metodą małych kroków znalazłam kosmetyki marki Mizon. Zainteresowana nieznanym produktem o dosyć prostym eleganckim opakowaniu postanowiłam skusić się na początek na maseczki do twarzy. Po zimie każda z nas szuka odświeżenia, rozjaśnienia odrobiny wiosennego blasku. Makijaż to nie wszystko więc należy sięgnąć po produkty aktywnie działające na naszą skórę.
Marka Mizon powstała w 2000 roku, te koreańskie kosmetyki cechują się innowacją oraz nowoczesnymi technologiami. Na ich stronie internetowej przeczytałam, że posiadają 16 patentów w dziedzinie produkcji kosmetyków. Mizon tworzy receptury, które są łagodne nawet dla wrażliwej skóry. To co wyróżnia tą markę to - że kosmetyki zawierają niespotykane oraz nietradycyjne składniki. Coraz bardziej już popularny ekstrakt ze śluzu ślimaka regeneruje, spowalnia procesy starzenia się skóry, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych i ujędrnia. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt skóry. Znalazłam go właśnie w produktach Mizon, dodatkowo szereg ekstraktów roślinnych, których celem jest przede wszystkim spowalniać procesy starzenia, nawilżać, eliminować wolne rodniki czy poprawiać kolorytu i napięcie skóry. Znalazłam ekstrakt z zielonej herbaty, aloesu czy papai. W ofercie marki Mizon znaleźć można słynne maseczki w płachcie, którą testowałam. Ale również kremy do twarzy, toniki, olejki do demakijażu i mycia skóry, serum czy kremy BB. Tym razem postawiłam na cytrynową kurację rozjaśniająco- wybielającą. Pierwsza z maseczek w płachcie ma za zadanie rozjaśniać cerę, dodać blasku i wzmocnić skórę. Jest w bawełnianym, dosyć grubym płachcie. Podczas wyciągania z opakowania czułam, że jest dobrze nasączona i nie obawiałam się rozerwania podczas otwierania maski. Co do stopnia dopasowania otworów na oczy czy usta jest standardowy, w moim przypadku zawsze mam za małe otwory na oczy. Natomiast miejsce na nos jest odrobinę większe w porównaniu do tymi ze skin79. Produkt rzeczywiście znacznie rozjaśnił moją skórę, miałam również uczycie nawilżenia i blasku. Nie jest to maska, który ma działanie rozgrzewające czy chłodzące, więc w czasie który miałam ją na twarzy nie przeżyłam dodatkowych przyjemności. Cały efekt jest po a efekty w stopniu zadowalającym. Myślę, że następnym razem zamówię kilka sztuk żeby sprawdzić jak działa przy systematycznym stosowaniu.
Kolejna sztuka to skoncentrowany cytrynowy odżywczy zestaw o dosyć nietypowym sposobie aplikacji. Po wymieszaniu dwóch saszetek maseczki można nanieść ją ręcznikiem na twarz lub zanurzyć na kilka sekund twarz w misce z maseczką. Ja wybrałam drugą bardziej efektowną metodę. Po wymieszaniu produkty bardzo mocno się pienią,wręcz buzują wchodząc w reakcję podczas zanurzenia twarzy czułam jak gdyby produkt automatycznie wchłaniał się w skórę. Po połączeniu składników - maskę można porównać do wody gazowanej z dodatkiem sody oczyszczonej i soku z cytryny. Samo spektakularne nakładanie jest niczym w porównaniu do efektów natychmiastowych po. Perfekcyjnie zmatowiona, wygładzona, delikatnie wybielona i ściągnięta skóra - dostałam więcej niż oczekiwałam za około 15zł. Produkt jest zachwycający, na pewno zamówię kolejne sztuki.
Podsumowując dwie maski marki Mizon, cytrynowa kuracja nr.2 oczarowała mnie swoją konsystencją, sposobem aplikacji a przede wszystkim natychmiastowymi efektami. Otrzymałam od marki Mizon wszystko co producent zagwarantował, dodatkowo wysoką jakość produktów a w składzie skoncentrowane ekstrakty roślinne, przeznaczone są również do skóry delikatnej skłonnej do alergii.
Marka Mizon powstała w 2000 roku, te koreańskie kosmetyki cechują się innowacją oraz nowoczesnymi technologiami. Na ich stronie internetowej przeczytałam, że posiadają 16 patentów w dziedzinie produkcji kosmetyków. Mizon tworzy receptury, które są łagodne nawet dla wrażliwej skóry. To co wyróżnia tą markę to - że kosmetyki zawierają niespotykane oraz nietradycyjne składniki. Coraz bardziej już popularny ekstrakt ze śluzu ślimaka regeneruje, spowalnia procesy starzenia się skóry, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych i ujędrnia. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt skóry. Znalazłam go właśnie w produktach Mizon, dodatkowo szereg ekstraktów roślinnych, których celem jest przede wszystkim spowalniać procesy starzenia, nawilżać, eliminować wolne rodniki czy poprawiać kolorytu i napięcie skóry. Znalazłam ekstrakt z zielonej herbaty, aloesu czy papai. W ofercie marki Mizon znaleźć można słynne maseczki w płachcie, którą testowałam. Ale również kremy do twarzy, toniki, olejki do demakijażu i mycia skóry, serum czy kremy BB. Tym razem postawiłam na cytrynową kurację rozjaśniająco- wybielającą. Pierwsza z maseczek w płachcie ma za zadanie rozjaśniać cerę, dodać blasku i wzmocnić skórę. Jest w bawełnianym, dosyć grubym płachcie. Podczas wyciągania z opakowania czułam, że jest dobrze nasączona i nie obawiałam się rozerwania podczas otwierania maski. Co do stopnia dopasowania otworów na oczy czy usta jest standardowy, w moim przypadku zawsze mam za małe otwory na oczy. Natomiast miejsce na nos jest odrobinę większe w porównaniu do tymi ze skin79. Produkt rzeczywiście znacznie rozjaśnił moją skórę, miałam również uczycie nawilżenia i blasku. Nie jest to maska, który ma działanie rozgrzewające czy chłodzące, więc w czasie który miałam ją na twarzy nie przeżyłam dodatkowych przyjemności. Cały efekt jest po a efekty w stopniu zadowalającym. Myślę, że następnym razem zamówię kilka sztuk żeby sprawdzić jak działa przy systematycznym stosowaniu.
Kolejna sztuka to skoncentrowany cytrynowy odżywczy zestaw o dosyć nietypowym sposobie aplikacji. Po wymieszaniu dwóch saszetek maseczki można nanieść ją ręcznikiem na twarz lub zanurzyć na kilka sekund twarz w misce z maseczką. Ja wybrałam drugą bardziej efektowną metodę. Po wymieszaniu produkty bardzo mocno się pienią,wręcz buzują wchodząc w reakcję podczas zanurzenia twarzy czułam jak gdyby produkt automatycznie wchłaniał się w skórę. Po połączeniu składników - maskę można porównać do wody gazowanej z dodatkiem sody oczyszczonej i soku z cytryny. Samo spektakularne nakładanie jest niczym w porównaniu do efektów natychmiastowych po. Perfekcyjnie zmatowiona, wygładzona, delikatnie wybielona i ściągnięta skóra - dostałam więcej niż oczekiwałam za około 15zł. Produkt jest zachwycający, na pewno zamówię kolejne sztuki.
Podsumowując dwie maski marki Mizon, cytrynowa kuracja nr.2 oczarowała mnie swoją konsystencją, sposobem aplikacji a przede wszystkim natychmiastowymi efektami. Otrzymałam od marki Mizon wszystko co producent zagwarantował, dodatkowo wysoką jakość produktów a w składzie skoncentrowane ekstrakty roślinne, przeznaczone są również do skóry delikatnej skłonnej do alergii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















