Przez ostatnie kilka miesięcy, zaczęłam kupować i czytać wiele różnych poradników. Poszukując nowych inspiracji natrafiłam na modo terapie. Przez lata zmagam się z ilością ubrań w mojej szafie. Raz mam ich za dużo raz za mało, stawiam na podstawy albo na wyszukane, dziwne formy.
Wciąż poszukuję złotego środka z naciskiem na wygodę i opanowanie co do ilości. Kupując tą pozycję przeczytałam dopisek ''czyli po co ci tyle ubrań''. Pomyślałam więc biorę, to coś dla mnie, to coś do czego dążę.
...
Przeczytałam. Na tym się skończyło.
...
Niestety nie dowiedziałam się niczego nowego, samo wydanie czy fotografie zawarte wewnątrz są bardzo ładne, jest to typowo kobiecy poradnik. Sama treść to zbiór dobrze znanych faktów, dostępnych na każdym portalu z poradami dla pań. Przeżyłam straszne rozczarowanie! Liczyłam na hit lecz po 255 stronach poczułam tylko rozczarowanie. Zresztą cena nie należy do najniższych, więc zastanawiam się za co zapłaciłam? Wydawało mi się, że treść w książkach odgrywa ważną rolę, Myślałam...
Dla kogo więc jest Modo-Terapia?
Myślę, że dla kogoś kto urodził się wczoraj, dosłownie. Kto nie odnalazł nigdy siebie, nie wie, że to on powinien dobrze czuć się w tym co nosi, co robi, jak się zachowuje. Również o tym, że nasz styl kształtowany jest przez nasze korzenie i to co przeżyliśmy . Dla kogoś kto zupełnie nie dba o siebie i nie wie jak się odnaleźć w to czwartkowe pochmurne popołudnie. Będzie to wówczas idealny zbiór pierwszych porad i sposób na zabicie czasu przy kubku herbaty
czwartek, 30 marca 2017
niedziela, 12 lutego 2017
Valentine's Day.
Coroczne święto ''zakochanych'' dzień, który można kochać bo to przecież święto zakochanych lub nienawidzić. Nie chodzi tutaj o bycie singlem czy nie. Walentynki to jedno z tych świąt, które ma ochotę przeczekać i nie widzieć tego co dzieje się z ludźmi tego dnia. Czekoladki, biżuteria, bielizna, kwiaty to tylko kilka hitów tego dnia!!! To totalna obsesja, zamroczenie, którego nie potrafię zrozumieć. Wszystko mogło by być normalne, gdyby nie papież Galeziusz i V wiek. Od tego czasu powoli zaczęto wdrażać manię dnia zakochanych. Powierzchowne traktowanie historii sprawia, iż mimo tego, że dostrzegamy jak bardzo stało się to komercjalne święto. Wolimy zrzucić winę na ostatnie miejsce, skąd ten zwyczaj tylko promieniował na naszą kulturę.
Nie wypieraj się, to ty ulegasz wpływom i kupisz czerwona różę czy czekoladki.
To ty założysz dziś czerwoną sukienkę a na twoich ustach zagości czerwona szminka. Do tego wszystkiego znajdziecie się w restauracji zamknięci z tłumem ludzi, którzy postąpili tak jak wy.
Do czego to zmierza, myślę że już brakuje magii i nie jest to coś co chcesz zrealizować tylko to do czego zmusza cie presja społeczeństwa. Zapewniam jest tyle chwil, które są bardziej wyjątkowe o wiele bardziej zbliżają niż ten dzień przy kolacji. Ten dzień 14 lutego to pusty dzień, cykliczny, tylko z pozoru coś znaczący.
Nie wypieraj się, to ty ulegasz wpływom i kupisz czerwona różę czy czekoladki.
To ty założysz dziś czerwoną sukienkę a na twoich ustach zagości czerwona szminka. Do tego wszystkiego znajdziecie się w restauracji zamknięci z tłumem ludzi, którzy postąpili tak jak wy.
Do czego to zmierza, myślę że już brakuje magii i nie jest to coś co chcesz zrealizować tylko to do czego zmusza cie presja społeczeństwa. Zapewniam jest tyle chwil, które są bardziej wyjątkowe o wiele bardziej zbliżają niż ten dzień przy kolacji. Ten dzień 14 lutego to pusty dzień, cykliczny, tylko z pozoru coś znaczący.
czwartek, 26 stycznia 2017
Zimowe sporty

Co prawda nie mogę nazwać się bardzo dobrym narciarzem, ponieważ moją przygodę dopiero zaczynam. Po godzinach spędzonych na stoku mam pewne doświadczenie w tej dyscyplinie.
Dobrze wiem jak to jest kiedy stajesz na szczycie i czujesz ogromny strach, który bywa najgorszym doradcą. Stromizna przed - szybkość którą mogę nabrać podczas jazdy, inni narciarze na których muszę uważać czy sama kontrola nad jadącymi nartami na moich nogach, wydaje się być nie możliwa do opanowania. Natomiast, nie to jest najbardziej przerażające, dopiero widok maluchów dzielnie zjeżdżający z samej góry w momencie, gdy ja borykam się z własnymi słabościami z własnym strachem. To sprawia, że mam ochotę walczyć, spróbować i ruszyć! Powtarzam sobie Dasz rade!
Wówczas skupiona ruszam, przypominając sobie wszystkie wskazówki dotyczące poprawnej jazdy.
Dzięki wielu próbom, godzinami spędzonymi na stoku nabieram coraz więcej odwagi, wprawy i wiary w siebie.
Sport do niedawna był formą relaksu, dbałością o sylwetkę czy przymusem, lecz od momentu gdy założyłam narty to zabawa, radość i ogromna satysfakcja z siebie.
Myślałam, że nie mogę jeździć póki nie będę miała w 100% profesjonalnego sprzętu.
Narty, buty, kijki, kask czy gogle to nie wszystko specjalne narciarskie skarpetki bielizna termoaktywna, spodnie narciarskie, kurtka. Brzmi niepozornie, to przecież minimum lecz zakup tych wszystkich elementów z najwyższych półek w jednym sezon jest trudny.
Postanowiłam nie zwracać uwagi na najnowsze trendy i zaopatrzyć się tylko w niezbędne elementy i ruszyłam. Okazuje się, że w kasku z średniej półki da się jeździć i dodatkowo spełnia wszystkie swoje zadania! Skarpetki upolowane podczas zakupów w supermarkecie też się spisały. Co więcej większość zapalonych narciarzy amatorów czerpie ogromną radość ze sportów zimowych nie posiadając najlepszych produktów. Modę na stoku można nazwać pojęciem względnym. Liczy się głównie wygoda i funkcjonalność ubrań. Nikt nie przejmuje się że ma zielone spodnie i czerwoną kurtkę a jego kask jest zwyczajny czarny. Panuje zupełna dowolność i własna inwencja. Narciarze skupieni są na własnej przyjemności z jazdy czy podziwianiu widoków. Oczywiście wyjątki, się zdarzają...
środa, 18 stycznia 2017
Bielenda - makeup academie, baza perłowa.
W najbardziej depresyjnym dniu w roku uznałam, że moja skóra to totalne nieporozumienie. Brak jej blasku, młodości, świeżości i nawilżenia! Postanowiłam natychmiast to zmienić, mimo iż zmiany nie przychodzą od razu, działanie rozpoczynam natychmiast. Z pośród kilku produktów na prowadzenie wyłoniła się baza z firmy Bielenda, w której zakochałam się od pierwszego użycia. Produkt polskiej marki zaliczam do najlepszego zakupu tego tygodnia.
Baza bardzo dobrze się rozprowadza na skórze, nie pozostawia lepkiej konsystencji. Po nałożeniu miałam wrażenie natychmiastowo nawilżonej i promiennej skóry. Gdyby nie zaczerwienienia na mojej twarzy pozostawiłabym tylko na bazie. Będzie to mój idealny produkt latem, gdy potrzebuję nawilżenia lub dodatkowego rozświetlenia bez zbędnego makijażu.
Baza bardzo dobrze się rozprowadza na skórze, nie pozostawia lepkiej konsystencji. Po nałożeniu miałam wrażenie natychmiastowo nawilżonej i promiennej skóry. Gdyby nie zaczerwienienia na mojej twarzy pozostawiłabym tylko na bazie. Będzie to mój idealny produkt latem, gdy potrzebuję nawilżenia lub dodatkowego rozświetlenia bez zbędnego makijażu.
Obecnie używam produktu nakładając pod makeup i jest naprawdę wspaniały, podkład idealnie łączy się z bazą mam dodatkowo wrażenie, że formuła najcięższych podkładów jakie mam staje się bardzo znośna. Co do trwałości makijażu miałam go 9 godzin i wszystko zostało na swoim miejscu rozświetlacz czy bronzer po tym czasie tylko lekko się świeciłam w strefie T.
Pomimo niskiego wydatku rzędu kilkudziesięciu złotych formuła jest wyjątkowa po względem użytkowym ale również wizualnym. Warto zwrócić uwagę, iż kosmetyki firmy bielenda mają ekskluzywne opakowania swoich produktów. To również jeden z powodów dla którego zwróciłam uwagę na ten produkt. Naprawdę godny polecenia produkt, jakość jest z wyższej półki. Zachęcam do zakupu jeśli jeszcze jej nie macie. Miłego dnia.
wtorek, 17 stycznia 2017
zbytki...
Pieszczotliwie nazwałam je małymi radościami ale tak naprawdę są to tylko przedmioty w większości bez praktycznego znaczenia jednak myśl o nich sprawia mi niezrozumiałą radość.
W każdym roku lista powiększa się o jeden lub dwa i z niewiadomych względów nigdy nie zostaje zapomniana. Nie poddaję się byle zachcianką i selekcjonuje każdy nowy punkt jednak wewnętrzne dziecko dochodzi do głosu i kończy się to zwykle - chcę i basta. Tak, z pełną świadomością przedmioty o których tu mowa są większości ludziom zupełnie nie potrzebne do istnienia ale widać mnie na ich posiadaniu zależy przez lata i nie stają się mglistym wspomnieniem tylko bardzo wyraźnymi obrazami.
Niektóre z nich są już w moim posiadaniu inne mam nadzieję zdobyć prędzej czy później jednak nigdy nie zaprzestanę marzyć. Przedmioty o których mowa to taki mój osobisty Graal niczym tajemniczy przedmiot dla filmowej postaci Indiany Jones.
Magiczny świat dźwięków kojarzy mi się nieodzownie z boskimi dźwiękami harfy na której przypuszczalnie nigdy nie zagram chodź w mieszkaniu czy domu nie mam na nią miejsca to na szczęście w sferze marzeń jest go nieograniczona przestrzeń dlatego też jest moim numerem jeden zbytków którymi najchętniej bym się otaczała.
Jak większość kobiet lubię się przeglądać w lustrze ale sama tafla lustra to za mało...wolnostojące lustro w stylu retro to zbytek numer dwa na mej liście ale zadowoliłabym się ogromnym lustrem opartym - nie mocowanym na ścianie w ogromnej ramie - zażarcie wierze, że ten punkt zrealizuje niebawem a do kompletu znajdę miejsce na zwyczajny piękny w swej prostocie manekin krawiecki .

Żeliwny imbryczek jest na wyciągnięcie ręki, ale wraz z innymi przedmiotami oczekuje w długiej kolejce do realizacji. Sfera marzeń a może lista przedmiotów których chce być posiadaczką czy wtedy moja pogoń za "szczęściem " osiągnie kres? ...szczerze wątpię. Kolejnym niepotrzebnym przedmiotem jest błyskotka - dama kameliowa która marzy mi się od lat, natomiast wbrew pozorom nie jest ją łatwo zdobyć, marze o srebrno perłowej ale musi być koniecznie broszką taka kobieca zachcianka ;)
Moją listę zamykają dość nietypowe przedmioty gdyż od bardzo dawna pragnęłam być szczęśliwą właścicielką tzw. piersiówki małe eleganckie cudeńko nadające się doskonale na zimowe eskapady będące ratunkiem dla zziębniętych gardeł a jej zawartość stała się lekarstwem w czasie zimowych wypadów w góry. Teraz zastanawiam się czy ten zbytek nie okazał się koniecznością ponieważ czasem herbaciany czar to za mało.
Klepsydra jest ze mną od bardzo dawna a jej właścicielką stałam się w niezbyt przyjemnych okolicznościach, ale gdyby nie one nigdy nie pozwoliłabym sobie na ten wręcz magiczny odmierzacz czasu. Zegar jest sam w sobie wspaniały, idealne 60 minut pozwala mi na złudne poczucie
''władania ''czasem co wprawia mnie w przedziwne poczucie szczęścia i radości, którego nie wszyscy mają szczęście zaznać. Magiczny złocisty piasek przesypuje się w tam i z powrotem jednak nic nie spowolni biegnących chwil.

wtorek, 10 stycznia 2017
Zdrowe przekąski - jakie owoce jeść zimą?
Nowy rok to czas, w którym stawiam sobie nowe cele wyzwania i uparcie dążę do realizacji.
Powtarzającym założeniem jest zdrowsze odżywianie by zrzucić zbędne kilogramy, jeszcze przed pierwszym przebiśniegiem. Mimo tego, że na co dzień nie pozwalam sobie na obiadanie się słodyczami lub innymi produktami zawierającymi puste cali, oczywiście zdarza mi się coś czasami zjeść. Natomiast z początkiem roku jestem jeszcze bardziej surowa wobec siebie niż zwykle i starannie kontroluje każdy posiłek. Sprawdzonym sposobem na zdrowe jedzenie bez uczucia głodu są dosyć częste, małe porcie a dodatkowo przygotowywane samodzielnie. Dlaczego to takie ważne? Częste i małe ilości to dobrze znana zasada lecz dlaczego samodzielnie przygotowywane posiłki? A kto lepiej wie na co masz ochotę jak nie ty? Ile razy było tak, że miałaś ochotę na kostkę czekolady ale tak bardzo starałaś się zjeść coś z mniejszą ilością cal. Lecz to nie pomagało i w efekcie zjadłaś coś na co nie miałaś ochoty i kostkę czekolady również...
Inną prawdą jest to, że poprzez przygotowanie potraw w dodatku z dbałością o wygląd posiłku najadasz się patrząc. To takie troszkę oszukiwanie ale nie okradnie organizmu z wartości odżywczych.
Zima to trudny czas dla miłośników świeżych owoców takich jak ja. Asortyment jest ubogi, bądź smak nie spełnia moich wymagań. Są jednak takie produkty, które możemy wykorzystać do zimowych zdrowych słodkości. Myśląc o zimowych klasykach nasuwa się pomarańcza, mandarynka, jabłka czy ogólnodostępne i często używane kiwi i banan. Otóż tylko jeden z wymienionych owoców możecie jeść zimą - jabłko. Owoce cytrusowe min. ochładzają organizm a tego podczas mroźnych dni nie potrzebujemy. Kiwi ma zbliżone właściwości do cytrusów a ponadto zawiera aktynidynę, która u osób uczulonych na ten związek może wywołać wysypkę, ból gardła, duszności, a w skrajnym przypadku zapaść. Na koniec ulubiony owoc dzieci banany zawierające dużą ilość przyswajalnej fruktozy, czyli zastrzykiem krwi przez co produkuje się w naszym organizmie więcej insuliny, wówczas nasz organizm domaga się kolejnego zastrzyku. Długotrwałe spożywanie zimą, gdy mamy mniej ruchu może powodować nadwagę.
Co zatem jeść?
Gruszki!!!
Powtarzającym założeniem jest zdrowsze odżywianie by zrzucić zbędne kilogramy, jeszcze przed pierwszym przebiśniegiem. Mimo tego, że na co dzień nie pozwalam sobie na obiadanie się słodyczami lub innymi produktami zawierającymi puste cali, oczywiście zdarza mi się coś czasami zjeść. Natomiast z początkiem roku jestem jeszcze bardziej surowa wobec siebie niż zwykle i starannie kontroluje każdy posiłek. Sprawdzonym sposobem na zdrowe jedzenie bez uczucia głodu są dosyć częste, małe porcie a dodatkowo przygotowywane samodzielnie. Dlaczego to takie ważne? Częste i małe ilości to dobrze znana zasada lecz dlaczego samodzielnie przygotowywane posiłki? A kto lepiej wie na co masz ochotę jak nie ty? Ile razy było tak, że miałaś ochotę na kostkę czekolady ale tak bardzo starałaś się zjeść coś z mniejszą ilością cal. Lecz to nie pomagało i w efekcie zjadłaś coś na co nie miałaś ochoty i kostkę czekolady również...
Inną prawdą jest to, że poprzez przygotowanie potraw w dodatku z dbałością o wygląd posiłku najadasz się patrząc. To takie troszkę oszukiwanie ale nie okradnie organizmu z wartości odżywczych.
Zima to trudny czas dla miłośników świeżych owoców takich jak ja. Asortyment jest ubogi, bądź smak nie spełnia moich wymagań. Są jednak takie produkty, które możemy wykorzystać do zimowych zdrowych słodkości. Myśląc o zimowych klasykach nasuwa się pomarańcza, mandarynka, jabłka czy ogólnodostępne i często używane kiwi i banan. Otóż tylko jeden z wymienionych owoców możecie jeść zimą - jabłko. Owoce cytrusowe min. ochładzają organizm a tego podczas mroźnych dni nie potrzebujemy. Kiwi ma zbliżone właściwości do cytrusów a ponadto zawiera aktynidynę, która u osób uczulonych na ten związek może wywołać wysypkę, ból gardła, duszności, a w skrajnym przypadku zapaść. Na koniec ulubiony owoc dzieci banany zawierające dużą ilość przyswajalnej fruktozy, czyli zastrzykiem krwi przez co produkuje się w naszym organizmie więcej insuliny, wówczas nasz organizm domaga się kolejnego zastrzyku. Długotrwałe spożywanie zimą, gdy mamy mniej ruchu może powodować nadwagę.
Co zatem jeść?
Gruszki!!!
Przybyła do Europy ze starożytnej Persji i początkowo przyjęła się jedynie na południu: w Grecji i Rzymie. Na zachód Starego Kontynentu dotarła dopiero w XVII i XVIII w. Ten popularny owoc polskich ogrodów i sadów uprawiany jest w znacznie mniejszej ilości niż jabłka, ponieważ nie sprzyja mu nasz klimat – grusza jest rośliną ciepłolubną. Warto jednak korzystać z zasobów, które posiadamy, ponieważ gruszki oferują bogactwo substancji odżywczych. Przede wszystkim zawierają całą gamę składników mineralnych, takich jak potas, fosfor, magnez, wapń, żelazo, miedź, bor czy jod. Stanowią również bogate źródło witamin: A, B1, B2, B6, C i PP. Gruszki mają również właściwości przeciwgorączkowe, dlatego mogą się przysłużyć w leczeniu przeziębień czy łagodzeniu objawów grypy.

Ja proponuję wersję z odrobiną gorzkiej czekolady i bakaliami. Mam złe doświadczenie z owocami pokrytymi w całości czekoladą, więc postanowiłam na częściowe pokrycie.
Gruszki po umyciu przekroiłam na dwie części i wykroiłam niejadalne części. Następnie rozpuściłam gorzką czekoladę i polałam wcześniej przygotowane owoce. Ostatnim krokiem, jest udekorowanie bakaliami wybierzcie te, które lubicie najbardziej. W moim przypadku padło na kokos i rodzynki, dodatkowo jedna porcja takiego deseru ma ok. 150. Cóż któż by się nie skusił? Smacznego.

Gruszki po umyciu przekroiłam na dwie części i wykroiłam niejadalne części. Następnie rozpuściłam gorzką czekoladę i polałam wcześniej przygotowane owoce. Ostatnim krokiem, jest udekorowanie bakaliami wybierzcie te, które lubicie najbardziej. W moim przypadku padło na kokos i rodzynki, dodatkowo jedna porcja takiego deseru ma ok. 150. Cóż któż by się nie skusił? Smacznego.
sobota, 31 grudnia 2016
Kalendarz na 2017 - Paperdot
Nowy terminarz to obowiązkowy punkt programu w nowym roku!
Szczerze przyznam, że nie zawsze go używałam postanowiłam, że właśnie w tym roku to się zmieni. Będę sumiennie wszystko notować i planować.
Posiadając takie cudo mam poczucie, że moje życie będzie dobrze zorganizowane.
To poczucie organizacji, dobrego spożytkowania czasu oraz pewniak, że nie zapomnę o niczym. Te wszystkie czynniki, pomagają mi na co dzień ale również dodają skrzydeł do działania w długoterminowych projektach.

Każda z Nas ma inne oczekiwania co do swojego terminarza. Moje zmieniają się co roku.
W tym postawiłam na gruby planner, z dodatkowymi gadżetami w postaci naklejek, kart z wydatkami miesięcznymi, specjalnymi małymi karteczkami przeznaczonych na listę zakupów, miejscem na moje cele. Jest tego bardzo dużo, przez co trochę waży i nie jest to rozmiar torebkowy więc zostaje w domu!
niedziela, 25 grudnia 2016
kwintesencja świąt ...

Prawdziwa magia świąt to czas przed gonitwą za świątecznymi sprawunkami i tym wszystkim co nazywamy Świętami Bożego Narodzenia .
Zdobienie świątecznego drzewka to chwila kiedy czas spowalnia tylko wtedy odnoszę wrażenie ,że mam możliwość złapać oddech i poczuć magię .Tylko wtedy święta są świętami kiedy zastanawiam się na której gałązce powiesić bombkę . W moim domu najwartościowsze są te które noszą na sobie znamiona czasu z lat dzieciństwa moich bliskich i mnie samej. Przez lata nie mogąc się oprzeć urokowi szklanych ozdób nazbierało ich się tak wiele zbyt wiele by w jednym roku wyeksponować je wszystkie na jednym drzewku tak więc selekcja jest ostra a konkurencja i walka o miejsce dla każdej z nich nabrzmiewa do rangi najwyższej .
czwartek, 15 grudnia 2016
Jarmarki świąteczne - Poznań.
Jako obowiązkową wycieczkę w grudniu uznaję jarmark świąteczny. Przyznam, że jest to pewnego rodzaju tradycja, którą tworzę od kilku lat- staram się znaleść chodź kilka godzin na przechadzkę pośród świątecznych straganów. Tegoroczna loteria padła na miasto Poznań. Przyznam, że jarmark nie był głównym powodem. Z wielkim bólem muszę stwierdzić, że sam jarmark mnie nie zachwycił, może to ze względu na dzień w którym byłam... Środek tygodnia to nie do końca idealny czas na moc atrakcji. Przypuszczam, że weekend będzie przepełniony atrakcjami. Mimo tego znalzłam jarmakowo-bożonarodzeniowe przysmaki, rękodzieło, pamiątki mnóstwo naturalnych produktów spożywczych i kosmetycznych. Ceny nie należą do przystępnych, jednak z pewnością ulegniecie magi jarmarkowej: Ja tak zrobiłam...
Może nie jarmark ale samo miasto jest pewnością zachwycające! Doskonała chodź czasem myląca komunikacja, bardzo uprzejmi ludzie, mnówstwo miejsc do zwiedzania oraz przyjazny klimat którego nie da się opisac, trzeba to poczuć... Poznań to bardzo dobry pomysł na spędzenie zbliżającego się weekendu.
Może nie jarmark ale samo miasto jest pewnością zachwycające! Doskonała chodź czasem myląca komunikacja, bardzo uprzejmi ludzie, mnówstwo miejsc do zwiedzania oraz przyjazny klimat którego nie da się opisac, trzeba to poczuć... Poznań to bardzo dobry pomysł na spędzenie zbliżającego się weekendu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






































